cfr

sobota, 28 września 2013

Wybrzeże Różowego Granitu

Wybrzeże Różowego Granitu rozciąga się pomiędzy miejscowościami Trebeurden a Perros-Guirec. Do Trebeurden nie udało nam się dotrzeć. My naszą wycieczkę po  Wybrzeżu Różowego Granitu zaczynamy w malutkiej miejscowosci Ploumanac'h. 
Kiedy do niej docieramy (idziemy główna drogą od naszego kempingu),  jest spory odpływ. 
W zatoczce jest pełno poszukiwaczy krabow i muszli. Nas bardziej od tych małych żyjątek interesuje 
Kapliczka Św. Guirega. Legenda głosi , że odwiedzające ową kapliczkę młode dziewczyny próbowały wbijać w nią swoje buty na obcasie-jezeli szpilka nie spadła, wróżyło to wczesne zamążpójście.

czwartek, 26 września 2013

Paryż-wrzesień 2013

 Nasz wyjazd w 2013 roku  do Hiszpanii zmusił nas, do zatrzymania się na dwa noclegi pod Paryżem na kempingu International. Byliśmy już tutaj w 2009 roku. Wtedy nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń co do tego miejsca, było czysto w mobile home'ach, jedynie sklep jakiś taki przypominajacy nasze komunistyczne polskie sklepy-szary kolor na ścianach i mały wybór towaru. Niestety przez ten czas niewiele się zmieniło pod tym względem. 
Warunki jakie panuja w mobile home'ach przeszly nasze najczarniejsze scenariusze. Chociaż na stronie, na której rezerwowaliśmy nocleg było napisane, ze kemping przeszedł gruntowny remont w 2012 roku. Nie wiem co to dokładnie oznacza , ponieważ poza tzw"domkami na drzewie" nie zauważyłam żadnych znaczących zmian.

nowosc na campingu tzw "domki na drzewie"
Nocowaliśmy na tym kempingu dwie noce w drodze do Hiszpanii i w drodze powrotnej. Za każdym razem meldowalismy się dosyć późno a wyjeżdżaliśmy zanim recepcja byla otwarta, za kazdym razem obslugiwał nas ktoś inny. Jednak to nie było oczywiście problemem. Problemem byl stan "noclegowni". Do brodzika nie dalo sie wejść, a my i dzieci po długiej, kilunastogodzinnej podróży o niczym innym nie marzylismy, jak o kąpieli.Byl grzyb i brud, brak rolet w łazienkowych oknach.Wiatraki, które w upalne dni miały dawać schłodzenie, po uruchomieniu dawałyby kurz. Nasze oburzenie było ogromne, ponieważ do każdego z tych noclegów musieliśmy dopłacać dodatkowo po 60 zł za krótki pobyt. Zatem sam nocleg nie wychodził akurat na tym kempingu tanio.
Wspomniałam o tym, że recepcja była zamknięta właśnie dlatego, że w zasadzie nie mieliśmy komu zwrócic uwagi na warunki, w jakich zostalismy zakwaterowani. Nauczona doświadczeniem( kiedyś już mieliśmy podobną sytuację, tylko w innej firmie wynajmującej mobile home'y) zrobiłam odpowiednie zdjęcia i po powrocie napisałam do oddziału skargę. Oczywiście zostałam przeproszona za zaistniałą sytuację,a do wczasów w 2014 roku otrzymaliśmy  dodatkowy rabat w ramach rekompenasty.
Była to pierwsza sytuacja z tą firmą, dosyć dla nas nieprzyjemna i stresująca, zostaliśmy przeproszeni i "wynagrodzeni" zatem na pewno nie będzie to nasz ostatni wyjazd razem. Tym bardziej, że inne konkurencyje firmy już nas do siebie zraziły i cenami, i obsługą, a my bardzo lubimy tego typu wypoczynek.

Dojeżdżając do Paryża od strony Calais mijamy lotnisko Charles de Gaulle, którego pasy startowe przechodzą nad autostradą:


 Do Paryza dojechaliśmy około godziny 12.             Oczywiście mieliśmy problem z zaparkowaniem naszego wielkiego auta. Chcieliśmy naszej najmłodszej córce pokazać Wieżę Eiffla, ponieważ ogladała namiętnie nasze zdjęcia z 2009 roku i bardzo chciała pojechać do "Palyza".

Udało nam się w końcu zaparkować w jednej z bocznych ulic niedaleko Łuku Triumfalnego.




Łuk Triumfalny znajduje się na Placu  Charles de Gaulle i jest pomnikiem wybudowanym dla uczczenia walczących w rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich. Zaczęto go budować w 1806 roku na zlecenie Napoleona a zakończono w 1836 roku.







Spacerkiem kierujemy się w poszukiwaniu Wieży Eiffla.



Jak w każdym dużym mieżcie , tak i Paryż mozna zwiedzić turystycznym busem.








Mijając kolejne ulice docieramy do bazarków, na których oczywiście można kupić dosłownie wszystko co związane z Paryżem i  wieżą.



 A oto i ona:






Na nas chyba już nie robi wielkiego wrażenia(wjezdzalismy na nia w 2009 roku), ale naszej małej córce pomimo zmęczenia bardzo się podobała.Chociaż chciała ją zobaczyć w wydaniu "sparkly" (widziała na zdjeciach z 2009 roku wieczorną iluminację) czuła się usatysfakcjonowana i takim widokiem.
Mnie osobiście doprowadzają do szału handlarze owym chińskim badziewiem, 5 brelokow w cenie 1 euro itp. Wkładaja wręcz w nasze ręce swój towar. Niestety i taki proceder spotkalismy w Barcelonie.
Wracając do auta zafundowalismy sobie jedne z najdroższych lodów podczas tego wyjazdu 13 euro za trzy lody w wafelku. Ale w końcu to centrum Paryża.

piątek, 20 września 2013

Bretania Północna

We wrześniu 2012 roku wybraliśmy się do Breatnii-części Francji położonej na półwyspie najdalej wysunietym na zachód. Sama Bretania była do 1532 roku niezależnym księstwem. Bretania jest jedynym regionem Francji w którym mieszkańcy posługują się językiem celtyckim. Celtowie dotrali tu pomiedzy VI a I w.pn.e. i narzucili zarówno swoja kulturę, religię, jak również język. Co prawda Francuzi w czasie rewolucji starali sie wykorzenić język celtycki. W latach 70 XX wieku nastapiło ponowne zainteresowanie językiem celtyckim na półwyspie i większość mieszkanców opowiadziała się za jego ratowaniem-np. nazwy miejscowości na drogowskazach są w dwóch językach: francuskim i celtyckim.

 Do naszego kempingu z domu musieliśmy pokonać ponad 1200 km. Tym razem jednak postanowliśmy dostać się na stały ląd  Eurotunelem. Był to bardzo dobry krok, poniewazż podróż pod Kanalem La Manche zajeła nam nie wiecej niz 30 minut i nie musieliśmy opuszczać auta. Niestety cena jest dwukrotnie wyższa niż przeprawa promowa, ale jakość i czas przemawiaja w tym wypadku "ZA".
Wjeżdżamy do pociągu.



A tak wygląda pociąg w środku.


Po 30 minutowej przejażdżce pociągiem jesteśmy już we Francji i kierujemy się w stronę kempingu. Przed nami jeszcze połowa dorgi do pokonania.
Dojeżdżamy do Poin du Normandie 


Most Point du Normandie został oddany do użytku w 1995 roku, uchodzi za jeden z najładniejszych w Europie.Ma najwiekszą rozpietość wsród mostów podwieszanych, czyli 856m.
Niestety przejazd przez niego nie należy do najtańszych-tylko 5,5 euro.


Nasze francuskie wakacje spędzilismy na Campingu Le Ranolien . Naszym zamiarem był przede wszystkim odpoczynek, minimum zwiedzania. Plan w sumie się powiódł, ponieważ oprocz jednej wycieczki do Oceanopilis w Brescie , nie ruszaliśmy się nigdzie autem. Dużo za to spacerowaliśmy po przepieknej okolicy.

widok z campingu na ocean
Kemping położony jest nad brzegiem oceanu, bardzo nam się spodobał. Spaliśmy w wynajętym od pewnej firmy mobile homie. Oczywiście są tam baseny na świeżym powietrzu, jacuzzi oraz basen kryty z wydzielonymi brodzikami dla maluszków i troszkę starszych dziaciaków.    


                              
                  
Na kempingu znajduje się bar oraz jedzenie na wynos-zarówno słodkości typu lody, naleśniki jak również fast foody.
Dla dzieci oprócz basenów są dwa place zabaw-dla malutkich dzieci oraz dla straszych w wieku szkolnym.








W czasie naszego pobytu odwiedzilismy wspomniane 
wczesniej Oceanopolis oraz pospecarowalismy w okolicy campingu :

czwartek, 12 września 2013

Brest-Oceanopolis

Aby zapewnić naszym dzieciom jakąś atrakcję podczas pobytu w Bretanii wybraliśmy się do Oceanopolis w Breście.
Do tej pory byliśmy tylko w dwóch małych akwariach w UK, dlatego z chęcią postanowiliśmy zobaczyć "nieco" większy obiekt tego typu.
Niestety zwiedzanie takich miejsc z małymi dziećmi ma swoje minusy. Nie są one jeszcze zbytnio zainteresowane oglądaniem skarbów morza w związku z czym marudzą. Starszaki jak najbardziej były zachwycone.
Oceanopolis podzielone jest tematycznie na pawilon z fauną i florą ze strefy umiarkowanej, polarnej i tropikalnej. Oczywiście największe wrażenie na nas wywarł pawilon tropikalny. Oprócz  ciekawych żyjątek oceanicznych można tu wejść do lasu tropikalnego.


Na początek zabieramy Was do strefy umiarkowanej:




poniedziałek, 9 września 2013

Beamish Museum-sierpien 2013

Do Beamish Museum wybieralismy sie w zasadzie odkad przeprowadzilismy sie do Polnocnej Anglii. Zawsze cos stalo nam na drodze, ale w sierpniu przy okazji wizyty mojego taty postanowilismy w koncu zajrzec do tego przedziwnego miejsca. Nie mamy daleko, okolo 15 mil, ale wyjezdzamy w zasadzie na samo otwarcie, jestesmy na miejscu po 10. Bilety nie sa tanie, dorosla osoba placi 17.50 funta a za dziecko 10 funtow, dzieci ponizej 5 lat wchodza za darmo. Sa oczywiscie bilety rodzinne.


Wejscie do muzeum, niepozorne, ale juz w drzwiach witaja nas kobiety przebrane w stroje z epoki, w swiat ktorej za chwilke wejdziemy.
Beamish Museum to Air Museum, czyli skansen, ktory pokazuje nam zycie w Polnocno-Wschodniej Anglii od XVIII  wieku do poczatkow XX wieku .Zanim jednak przejde do opisania jak muzeum wyglada w srodku i co mozemy w nim zobaczyc, chcialam Wam pokazac jakimi srodkami transportu mozemy sie przemieszczac po poszczegolnych jego czesciach.







Mozemy wybrac sie na przejazdzke wokolo calego muzeum lub przejezdzac tylko odcinki pomiedzy poszczegolnymi czesciami. My wybralismy opcje na nogach wokolo, ale koncowke juz musielimy pokonac odkrytym tramwajem. Przyjechalismy tu po 10 rano, wyszlismy po 15,ale i tak nie dotarlismy do wszystkich miejsc.Niestety nie tylko dzieci byly zmeczone, ale my dorosli rowniez.Nastepnym razem, kiedy sie tutaj pojawimy, zaczniemy zwiedzanie od konca.

Wchodzimy do muzeum i kierujemy sie zgodnie z otrzymana mapka w lewa strone:


Docieramy do Pit Village


 Pit Village to odtworzona wioska z pocztku lat XX wieku, wioska zamieszkala przede wszystkim  przez gornikow i ich rodziny.Oprocz kopalni, ktora wiadomo dawalo zrodlo utrzymania co znajduje sie w angielskiej wiosce?Zawsze znajdzie sie kosciol, szkola i sklep oferujacy angielski przysmak "fish and chips", czyli ryba z frytkami.
Najpierw wchodzimy do lokalnego kosciola Metodystow. Zostal on zbudowany w 1854 roku.



Zakrystia
Nastepnie udajemy sie do domow, w ktorych spotykamy ludzi w ich codziennych pracach(oczywiscie wyszkolonych pracownikow odgrywajacych wysmienicie swoje role).



Kobieta tkajaca kape na lozko.


dzisiejsze nocniki wygladaja nieco inaczej ;-)

Nastepnym punktem w Pit Village jest replika szkoly powstalej w 1892 roku w East Stanley. Na przelomie XIX i XX wieku uczeszczanie do szkoly bylo obowiazkowe do 12 roku zycia.

szkolna szatnia

umywalki staly na korytarzu

szkolne sale byly przestronne i jasne



Przed opuszczeniem wioski udajemy sie do:


na frytki. Pierwszy raz jadlam frytki zawiniete w gazete.


Nastepnym punktem na mapce Beamish Museum jest farma. Nie zrobila ona na nas szczegolnego wrazenia, wiadomo-podupadajace budynki, wszedzie roznoszacy sie niezbyt przyjemny fetorek nawozow, konskich odchodow czy malych swinek.





Wchodzac jednak do domow farmerow mozemy zobaczyc jak wygladaja wnetrza, co robily kobiety, kiedy ich mezowie zajmowali sie hodowla zwierzat czy uprawa pol.


Mozemy sprobowac cieplego ciasta drozdzowego. Na prawde bylo pyszne, chociaz naleze raczej do ludzi, ktorzy sie brzydza jesc w takich miejscach, kawalek ciasta zjadlam ze smakiem.A ciasta i chleby pieczone byly w takich oto piecach:


Zajrzalam rowniez do domowej spizarni:


Czas udac sie w miejsce, ktore najbardziej fascynowalo mojego meza-stacje kolejowa, jednak w czasie spaceru mijamy muzeum historii. Oczywiscie musimy zajrzec:



Bardzo mnie urzekla maszyna do robienia trwalej ondulacji a owe suszary do wlosow pamietam jeszcze ze swojego dziecinstwa, kiedy chodzilam z mama do fryzjera i paniczni sie ich balam.


W koncu docieramy do stacji. Tradycyjnie dla angielskiej kolei jest ona usytuowana na obrzezu miasteczka, do ktorego dotrzemy pozniej.Budynek stacji pochodzi z miejscowosci Rowley i zostal wybudowany w 1867 roku.




Przez chwile mozna poczuc sie jak maszynista i na krotkim odcinku drogi pokierowac lokomotywa.





Mostkiem przechodzimy w kierunku miasteczka.



I to jest miejsce, ktore chyba nas wszystkich najbardziej zafacynowalo, jednak bylismy juz zmeczeni i nie zajrzelismy do wszystkich miejsc, pracowni i sklepow.Zatem czeka nas tutaj powtorna  wizyta.


Zagladamy do pierwszego domu:


nastepnie do  warsztatu samochodowego i mieszczacego sie przy nim sklepiku:





Przystanek tramwajowo-autobusowy z poczatkow XX wieku prezentuje sie tak:


Nastepnie trafiamy na tylach sklepu cukierniczego na wyrob rozowych cukierkow:


a tu juz sam sklep i mnostwem przeroznych slodyczy, czekoladek, cukiereczkow


wychodzimy skromniejsi o pare funtow,ale lizaki maja tak pyszny smak, ze sama bym chetnie takiego calego skosztowala.




Zagladamy jeszcze do Banku Barcklay&Company wybudowanego w 1896 roku.



Niestety tutaj nasza przygoda z Beamish sie konczy, dzieci zaczynaja juz marudzic, musimy zakonczyc przygode.Wiemy, ze nastepnym razem po wejsciu do muzeum udamy sie w prawa strone.
Wsiadamy do odkrytego tramwaju i zmierzamy w kierunku wyjscia.
Przejezdzamy tramwajem kolo jeszcze jednej czesci muzeum, w ktorej miesci sie  Pockerley Old Hall, odwiedzimy ja nastepnym razem. Dziasiaj juz dzieci i my sami jestesmy  zmeczeni.

Na koniec zagladamy do sklepu z pamiatkami, w ktorym oprocz wszystkich standardowych pamiatek typu magnesy, czy pocztowki mozemy kupic roznego  rodzaju rzeczy przydatne w domu:



oraz loklane wina, piwa:



Jezeli tylko bedziecie w polnocnej Anglii, koniecznie tutaj zajrzyjcie, na prawde warto odwiedzic to ciekawe miejsce.