cfr

wtorek, 29 października 2013

Barcelona-Casa Batllo-wrzesien 2013

Przeglądając przed wyjazdem do Barcelony różne strony internetowe dotyczące zabytków, nie mogłam się zdecydować, którą kamienicę Gaudiego zglebić od środka Casa Batllo, czy Casa Mila.
Wiedziałam jednak, że w jeden dzień nie uda nam się zwiedzić wszystkiego, co chcielibyśmy zobaczyć. Dlatego w pierwszy dzień naszego pobytu w tym pięknym mieście, zdecydowałam się przyjrzeć obywu kamienicom z zewnątrz i poczekać co podpowie serce. W zasadzie po internetowej lekturze, byłam skłonna odwiedzić Casa Mila, ponieważ jej dach urzekł mnie na wielu zdjęciach w sieci.
Jednak serce podpowiedziało, że wybiera kolorową Casa Batllo, niestety rozum dosyć długo próbował walczyć ze mną, ponieważ wstęp do kamienicy dla dorosłej osoby  kosztuje dokladnie 20,35 euro.
Następnego dnia, kiedy pojawiliśmy się w Barcelonie, podzieliliśmy naszą rodzinkę na dwie grupy. Starszaki z tatą poszli do Camp Nou a ja z najmniejszym podróżnikiem udałam się do Casa Batllo.

piątek, 25 października 2013

Barcelona-Park Guell -wrzesien 2013

Park Guell pierwszy nasz przystanek podczas zwiedzania Barcelony. Dotarliśmy na miejsce po godzinie 9 , więc udało nam się zaparkować bez problemu (zaraz przy wejściu) i udało nam się w miarę w spokoju przespacerować po parku. Nie wiem co się tu dzieje w późniejszych godzinach, albo w szczycie sezonu. Nie byliśmy tu długo, ponieważ mieliśmy dosyć napięty grafik tego dnia,  a zwiedzanie z czwórka dzieci, z czego dwoje jest w wieku 2 i 3 lata nie jest łatwe. Szczególnie, kiedy chce się zobaczyć obowiazkowe punkty miasta, a nasze pociechy mają inne plany-marudzenie ;) .

Antoni Gaudi zaprojektował to miejsce dla barcelońskiego finansisty-Eusebiego Guella. Ciekawa jest historia znajomości bogatego przemysłowca z branży tekstylnej z architektem.
W związku ze znacznym ochłodzeniem powietrza, Eusebi Guell wybrał się do pasażu Gracia w Barcelonie, chciał sobie zakupić rękawiczki. Kiedy dotarł do sklepu, uderzyła go aranżacja wystawy. Tak bardzo zafascynował się tym widokiem, ze z wrażenia zapomniał kupić rękawiczek. Zdobył za to nazwisko architekta, który stał się sprawcą tej fascynacji. Okazał się nim swieżo upieczony absolwent uniwersytetu w Barcelonie -Antonio Gaudi.

W 1900 roku Guell zatrudnił Gaudiego do zrobienia projektu zagospodarowania wzgórza, z którego roztacza się widok na cała Barcelonę. Miał tu powstać podmiejski park, podzielony na 60 działek z osobnymi domkami jednorodzinnymi. Mieli tutaj mieszkać pracownicy fabryki Guella.
Niestety miejsce to nie cieszyło się zbytnim zainteresowaniem i jedynie dwie osoby wyraziły cheć zakupu działek.

wtorek, 15 października 2013

Vilanova Park-Vilanova i la Geltrú


Naszą podróż do Hiszpanii rozpoczęliśmy noclegiem koło Paryża. Następnego dnia wcześnie rano wyruszyliśmy w liczącą ponad 1000 km drogę do naszego wakacyjnego celu. Biorąc pod uwagę, że jedziemy z małymi dziećmi, liczyliśmy, ze podróż może zajać nam około 15 godzin. Nie myliliśmy się. Mała Podróżniczka, która dzielnie zaczęła załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne do nocnika, miała te potrzeby dosyć często 😀 .
Na dłuższy postój zatrzymaliśmy się tylko na jednym parkingu, ponieważ nasz dzielny kierowca potrzebował odpocząć.




Po odpoczynku wyruszamy dalej. Droga minęła nam nawet dosyć spokojnie, bez większych problemów i jeków ze strony dzieci. 

Przejeżdżamy przez wiadukt Millau, który jest najwyższą konstrukcja tego typu w Europie, najwyższy filar ma 341 metry.





Przejazd przez wiadukt kosztuje 7 euro. Jechaliśmy przez Francję i w Hiszpanię autostradami, które w większości są płatne. Przejazd autostradami kosztował nas w sumie 220 euro.



francuski autostradowy  bilecik 

hiszpanski autostradowy bilecik



Na kemping Vilanova Park dojechaliśmy przed 22. Po naszym niezbyt udanym noclegu pod Paryżem, tutaj zostaliśmy mile zaskoczeni. Opiekunami okazali się Anglicy, starsi od nas wiekiem, zatem nader dbający o porządek i nasze dobre sampopoczucie. A sam kemping z czystym sumieniem mogę polecić. Dobrze zaopatrzony sklep, restauracja, sklep z pamiatkami, pralnia i oczywiscie baseny: dwa komplesy basenów plus basen kryty. Oczywiście boisko do siatkówki, tenisa i dwa place zabaw również się tutaj znalazły. Zapraszam zatem do obejrzenia zdjeć:


kompleks basenów w niższej częsci kempingu
kompleks basenów w wyższej części kempingu-tarasowe położenie z widokiem na morze



ścieżki są bardzo dobrze oznakowane


kompleks boisk sportowych
restauracja
 
sklepik z pamiatkami i kafejka internetowa

toalety
Bardzo lubię takie kempingowe życie, przede wszystkim za luz, który na nim panuje. Idealne miejsce na wypoczynek dla rodzin z dziećmi. Nie przeszkadza mi gotowanie podczas wyjazdów (o co wielokronie bylam pytana-co to za wczasy jak muszę gotować), bo nie jesteśmy zmuszeni  meldowac się w stołówce o danej godzinie, dzieci nie muszą jeść tego, czego nie lubią i możemy sobie ułożyc tak plan dnia, że jemy, kiedy mamy na to ochotę,  a nie musimy jeść o danej godzinie.



Jedynym mankamentem tego kempingu dla mnie jest brak bezpośredniego położenia nad morzem. Do plaży trzeba dojeżdżać, nie jest daleko, ponieważ tylko 3 km, ale nie ma ścieżki, którą można by ten odcinek pokonac na spokojnie na nogach. To spowodowało, że na plaży byliśmy zaledwie 2 razy. Nie zwiedziliśmy również samej miejscowści Vilanova i la Geltru, w której robiliśmy jedynie zakupy.






Pomimo, że już było "po sezonie" plaże były strzeżone. Ratownicy spacerowali cały czas brzegiem morza.


Bardzo lubię takie plaże posezonowe, kiedy jest ciepło a turystów już jednak jest mało.
Szkoda tylko, że byliśmy tylko tydzień w tym miejscu i tak na prawdę zabrakło nam już czasu na rozkoszowanie się morskimi kąpielami i odwiedzenie samego miasteczka. No cóż wygrały inne atrakcje, o których będę pisała w dalszych postach.

czwartek, 10 października 2013

Saltburn by the Sea-sierpien 2013

Sa takie miejsca, do ktorych lubie wracac. Moim wielkim marzeniem kiedys bylo zamieszkac nad morzem, chyba wszystko jedno nad jakim, byleby miec blisko do plazy.Kiedy mieszkalam w Polsce od Morze Baltyckiego dzielilo mnie ponad 500 km i jakies 12 godzin jazy autem. W Anglii mamy zdecydowanie blizej, bo nieco ponad 30 mil do Morza Polnocnego.Dlatego dosyc czesto odwiedzamy rozne nadmorskie miejscowosci. Dzis zabiore Was po raz drugi do Saltburn by the Sea, o ktorym napisalam juz tutaj.
Wyjechalismy dosyc wczesnie z nadzieja, ze spowijajaca nasza miejscowosc mgla nie bedzie podazala za nami. Niestety pogoda nie nalezala do najpiekniejszych.Po zaparkowaniu auta odziani w kurtki i swetry rozpoczelismy poszukiwania ciuchci, ktora miala nas dowiezc do Wloskiego Ogrodu.



I w koncu ja znalezlismy, ale w lokomotywowni. Nie bylo zadnej informacji ani na malej stacyjce ani nigdzie indziej, czy ciuchcia dzis wyruszy, dlatego postanowilismy w dalsza droge udac sie pieszo.


Mijamy place zabaw





i docieramydo koncowej stacji kolejki



oraz do Wloskiego Ogrodu.


 W zasadzie nie wiem, czym charakteryzuje typowy wloski ogrod,ten nie zrobil na mnie wielkiego  wrazenia. Mialam nieco inne wyobrazenie o  tym miejscu.



Udajemy sie zatem dalej na spacer parkiem, ale i on poza kilkoma drzewami,nie zachwyca.
Wspinamy sie zatem parkowymi alejkami w gore i 



wychodzimy z tego ponurego dzis miejsca. Kierujemy sie, wzdloz ulicy prowadzacej nad morze, do naszego parkingu.Chcemy wziac z auta nasze jedzenie i usiasc na jednej z rodzinnych lawek, ktore mijalismy idac do Wloskiego Ogrodu.
Na naszej drodze spotykamy letnia altanke



z bardzo ciekawa mozaika na podlodze.


Weglug informacji zawartej na tablicy obok altanki,byl w tym miejscu most-wysoka kladka dla pieszych nad dolina. Ponizej nas znajudje sie bowiem i ciuchcia i wloski Ogrod.



Mijamy nastepnie prywatne tarasy widokowe.




Klif nadal we mgle.



Kiedy zrobilismy sobie przerwe i delektujemy sie naszym posilkiem i ciepla herbatka, mija nas ciuchcia. 

Postanowilismy zatem zrobic przyjemnosc dzieciom i udac sie na przejazdzke, krotka ale za to dzieci beda mialy przyjemnosc.



Nastepnym punktem bylo juz znane nam z wczesniejszego wyjazdu molo.Wczesniej jednak nie udalo nam sie dojsc do jego konca.













Na pewno tu jeszcze przyjedziemy.