cfr

niedziela, 28 lutego 2016

Alfama/Lizbona-luty 2016

Lizbona była moim podróżniczym marzeniem od wielu lat. Zobaczyłam zdjęcia w internecie, piękne budowle zalane słońcem, błękit nieba, palmy ( wiem, wiem niektórzy z blogerów maja ich przesyt, ja ciągle czuję niedosyt ). Wyszłam z założenia, że luty będzie dobrym miesiącem, aby odwiedzić stolicę Portugalii. Nie będzie jeszcze gorąco, a powinno być ciepło. Zwiedzanie dużych miast z dziećmi w upalne dni jest dla nas koszmarne.
Niestety porzekadło się sprawdziło i przywieźliśmy ze sobą z Anglii deszcz. Podobno jeszcze w czwartek w Lizbonie świeciło słońce. No cóż w piaąek obudziliśmy się jakby "u siebie". 
Nie ma jednak co narzekać, Skandynawowie mówią, że nie ma złej pogody. Zatem ubraliśmy odpowiednie kurtki i ruszamy zobaczyć najstarszą dzielnicę Lizbony.




 Swoją podróż z Alfamą rozpoczęliśmy przejażdżką tramwajem nr 28. Stare wagoniki momentami przeciskają się między samochodami a ścianami domów.



A ja narzekam na wąskich, angielskich ulicach na zaparkowane przy domach auta. 
Po Lizbonie byłabym w stanie jedynie poruszać się Smartem, a i tak nie wiem czy nie miałabym z tym problemu.
Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymujemy jest  Miradouro da Gracia ( punkt widokowy) i Igreja da Garcia (Kościół i Klasztor Łaski).


Błękitnego nieba, niestety dziś nie zobaczycie. Cały dzień padał deszcz. 






Ruszamy dalej, schodami w dół.








Mijamy domy obłożone kaflami azulejos, jedne wyremontowane, inne mocno zaniedbane. Przeciskamy się wąskimi uliczkami,oglądamy ściany, którym ktoś zechciał nadać kolor. Przechodzimy kolo najstarszej w mieście czynnej toalety. Niestety z uwagi na jej otwarty charakter, mogą z niej skorzystać raczej tylko mężczyźni, ewentualnie dzieci.


Docieramy do punktu widokowego Świętej Łucji.To tutaj w czasach Maurów biegły mury obronne miasta. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce. Niestety warunki pogodowe spowodowały, że nie mogliśmy zachwycać się widokami. Nad Tagiem zalegała mgła. Sam taras widokowy też już nie robi takiego wrażenia, jak na zdjęciach, które kiedyś w internecie zobaczyłam. Nadgryziony przez ząb czasu wymaga remontu. 



Niestety w Alfamie to częsty widok-podniszczone budynki.


Rośnie tu bugewilla, dosyć ciekawy okaz, z którym spotkałam się pierwszy raz. Roślinka, która z daleka wygląda na kwitnącą w kolorze różowym.


Kiedy jednak spojrzymy na nią z bliska, zobaczymy, że różowe są tylko listki okalające właściwy kwiat, który natomiast jest koloru żółtego.


Punkt widokowy swoją nazwę wziął od kościoła Św. Łucji, przy którym się znajduje. Z boku kościoła znajdują się dwa panele wyłożone kaflami azulejos. Jeden z nich przedstawia scenę odbicia lizbońskiego zamku z rąk Maurów.


Następnie swoje kroki kierujemy w stronę  kolejnego punktu widokowego-Bramy Słońca. Mijamy po drodze pomnik Świętego Wincentego . Święty Wincenty jest patronem Lizbony. Pochodził z Saragossy, w 304 roku za rozpowszechnianie chrześcijaństwa został ukrzyżowany w Walencji. 
Pomnik przedstawia go trzymającego okręt z dwoma krukami. Według legendy kruki towarzyszyły łodzi, na której sprowadzono w XII wieku do Lizbony jego relikwie.
W herbie miasta znajdują się dwa czarne kruki i łódź.




Z tarasu Bramy Słońca rozpościera się widok na kościół Świętego Wincentego za Murami oraz Panteon Narodowy.



Idziemy dalej w dół.


Po drodze zatrzymujemy się w jednej z licznych pastelarii na Pasteis de nata:


Po słodkim posiłku ruszamy dalej.


Mijamy czynną pralnię miejską, gdzie kobiety spotykają się na ploteczkach . Oczywiście celem nadrzędnym jest wypranie dywanu ;). Fajnie, że istnieją jeszcze takie miejsca na świecie.



Jesteśmy w Lizbonie w lutym, ale ulice nadal są ozdobione kolorowymi girlandami po zeszłorocznym, czerwcowym święcie Festas de Lisboa.
Najhuczniej obchodzona jest noc Świętego Antoniego. Lizbończycy bawią się do samego rana.


My natomiast kierujemy się w stronę Katedry Najświętszej Maryi Panny, potocznie zwanej Katedrą Se. 


Kiedy weszliśmy do środka, od razu mieliśmy jedno skojarzenie. Poczuliśmy się jak w angielskich, surowych budowlach tego typu.



Katedra powstała na ruinach meczetu, co upamiętnia arras powieszony na jednej ze ścian.


Obok Katedry znajduje się kościół Świętego Antoniego z Padwy, który tak na prawdę urodził się w Alfamie, a nie we Włoszech.




Ponieważ zrobiliśmy się już dosyć mocno głodni, a i byliśmy przemoczeni  postanowiliśmy nasze kroki skierować do mieszkania, które wynajęliśmy na czas naszego pobytu w Lizbonie.
To był bardzo fajny, pełen wrażeń dzień.

13 komentarzy:

  1. Z takiej wyprawy wspomnienia zostaną na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lizbona jest i również na mojej liście do odwiedzenia. No cóż, nie zawsze tak może być, że pogoda dopisuje. Na szczęście ta na Malcie, z której wróciłem przedwczoraj, dopisała i to bardzo z czego jestem niezmiernie zadowolony. Nie było właśnie gorąca, ale i nie zimno. Codziennie +20 stopni i raczej słonecznie. Było idealnie do zwiedzania i odpoczynku. Z tego co widzę w Lizbonie też jest co zobaczyć, czas i tam się wybrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie takiej pogody oczekiwalam w Lizbonie. Niby bylo cieplo, ale ten deszcz byl momentami irytujacy.Szczegolnie jezeli ma sie deszcz prawie kazdego dnia, w miejscu, w ktorym sie mieszka, to ma sie przesyt.Zazdroszcze maltanskiej pogody.

      Usuń
  3. Zakochasz sie w Portugalii...Nigdy nie widzialam Lizbone w deszczu..mam nadzieje, ze pogoda sie poprawi, ale i tak Alfama czaruje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocilismy 2 tygodnie temu. Cztery dnie padalo, trzy swiecilo slonce. Wiesz, ze mnie Alfama nie przypadla do gustu...moze przez ten deszcz?

      Usuń
  4. Bardzo fajna relacja! Uwielbiam takie waskie uliczki

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój plan na ten rok, jeśli sie uda kupic bilety w dobrej cenie. Na razie na czerwiec są ceny z kosmosu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz polowac na bilety, bo warto odwiedzic Lizbone :)

      Usuń
  6. Faktycznie pogoda angielska, a mgła jak we Włoszech :). Rozmawiałam niedawno z koleżanką, która była kiedyś w Lizbonie i podobnie jak Ty - nie wróciła zakochana w tym mieście. Według niej tylko Alfama ładna. A ta publiczna-uliczna toaleta to nadal w użyciu? Buziaki Marta.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).