cfr

wtorek, 15 marca 2016

Chiado/Lizbna-luty 2016

Kiedy mieliśmy już zakupione bilety do Lizbony, zaczęłam się rozglądać za jakimś mieszkankiem dla naszej 6-osobowej rodzinki. Wiadomo, że dla tylu osób nie jest łatwo znaleźć w przyzwoitej cenie , coś przyzwoitego. Początkowo zarezerwowałam apartament w dzielnicy Belem. Całe szczęście skontaktowałam się z Krzysztofem z http://infolizbona.pl/  , który doradził nam poszukanie czegoś w dzielnicach Baixa, bądź Chiado. Niestety koszt dojazdów dla naszej szóstki do centrum i z powrotem przekroczyłby różnicę, jaką dopłaciliśmy wynajmując jednak mieszkanie w dzielnicy Chiado.



Udało nam się znaleźć mieszkanie w uliczce, która dochodziła do placu Largo do Carmo. Jest to niewielki uroczy plac, przy którym znajduje się sklepik z pamiątkami i kawiarnie. Przede wszystkim jednak plac ten warto odwiedzić z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest budynek Gwardii Narodowej, w którym znajduje się muzeum.


Przed budynkiem nie może zabraknąć gwardzisty.


My do muzeum nie weszliśmy, ponieważ nasze dzieci nie lubią tego typu obiektów. Nie widzę sensu zmuszać ich i zniechęcać do dalszego zwiedzania.
Drugim powodem, dla którego warto odwiedzić Largo do Carmo jest klasztor Karmelitów. 
W zasadzie są to ruiny klasztoru.


1 listopada 1755 w przyklasztornym kościele podczas trzęsienia ziemi zginęły setki osób. 
Nigdy nie odbudowano świątyni.
Kupujemy bilety i udajemy się do środka. Na szczęście świeci słonce i ruiny prezentują się na prawdę okazale.





Na terenie klasztoru znajduje się niewielkie Muzeum Archeologii, do którego postanowiliśmy wejść. Niestety to był błąd. W kolekcji muzeum znajdują się np. egipskie mumie i grobowce. Nie zalecam odwiedzania takich miejsc z małymi dziećmi.
Musiałam się nagimnastykować, aby nasza młodsza córka nie zobaczyła owych mumii. Niestety należy ona do dzieci, które tworzą później w swojej głowie różne historie i maja koszmary nocne.






Po wyjściu z klasztoru skręcamy zaraz w lewo w kierunku górnej stacji Elevator de Santa Justa. Oczywiście nie zjeżdżamy nią w dół, jedynie podziwiamy piękne widoki roztaczające się na miasto.





Poniżej widok na kościół Karmelitów ( w którym byliśmy przed chwilką )  z Elevator de Santa Justa.


A tu "korytarz" prowadzący do windy :).
Obiekt został zaprojektowany przez Raula Mesniera de Ronsarda, który był uczniem Gustawa Eiffela. Winda została oddana do użytku w 1902 roku. Początkowo napędzana była parą wodną, po pięciu latach  jednak wykorzystano do tego celu  energię elektryczną.


Kolejnym miejscem w dzielnicy Chiado, przez które często przechodziliśmy był plac z pomnikiem Luisa de Camoesa. Plac nosi nazwę tego poety i jest miejscem spotkań studentów.



Tutaj kupujemy nasze pierwsze w życiu pieczone kasztany.




Kolejnym ciekawym miejscem w dzielnicy Chiado jest Cafe A Brasileira.
W 1905 roku był tutaj sklep, w którym sprzedawano kawę oraz inne produkty pochodzące z Brazylii. Kawę mielono tu przy kliencie. W 1908 roku zmieniono wystrój i otworzono elegancką kawiarnię. 
Miejsce to szybko stało się popularne wśród lizbończyków. Przesiadywali tu przedstawiciele różnych politycznych ugrupowań, aktorzy oraz śmietanka towarzyska Lizbony. 
W latach 20-tych XX wieku popijała tu kawę i twórczo pracowała grupa lizbońskich artystów znana pod nazwa Orfeusz. Jednym z jej członków był poeta Fernando Pessoa. W setną rocznicę jego urodzin przed kawiarnia ustawiono jeszcze jedno krzesło, na którym usiadł sam poeta wykonany z brązu.




25 sierpnia 1988 roku w dzielnicy wybuchł pożar, który strawił kilkanaście budynków. Odbudowa zajął się najsłynniejszy lizboński architekt-Sizie Vieira. Po kilkunastu latach dzielnica powróciła do dawnej świetności, zrekonstruowano fasady kamienic i odnowiono wnętrza.

13 komentarzy:

  1. Przecież nawet hotel dla tylu osób (w dobrej cenie) znaleźć to wyzwanie, a co dopiero jakieś mieszkanie. Jak patrzę na tą Lizbonę to się pakuję i lecę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ladna, nawet bardzo ladna. Nie jest to w moim przypadku milosc od pierwszego spojrzenia ;).

      Usuń
  2. piękna ta Lizbona, te tramwaje żółte są super, dają taki niepowtarzalny klimat. Ostatnio próbowałam zarezerwować coś dla pięciu osób i rzeczywiście jest to bardzo trudne, żeby znaleźć coś w dobrej cenie chyba w każdym mieście:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejazdzka tramwajem nr 28 byla moim marzeniem :)

      Usuń
  3. Ruiny naprawdę cudnie wyglądają na tle tego błękitnego nieba. Same w sobie też są bardzo ciekawe i to chyba dobrze, że nie dobudowano dachu. I jak kasztany, smakowały?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez bym sie chciała tym tramwajem przejechać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Radosnych Świąt Wielkanocnych życzy Aga z rodziną! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki Agus! Troche za pozno zabralam sie za odpisywanie na komentarze hehehe

      Usuń
  6. Pogodę mieliście wyjątkowo udaną. Ruiny mnie zachwyciły. :)
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj z ta pogoda to bylo kiepsko. Ale w koncu to luty i nawet na poludniu Europy zdarzaja sie przeciez brzydkie dni. My mielismy 3 dni deszczu, 4 slonca :).

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).