cfr

poniedziałek, 30 maja 2016

Hill Top, czyli Beatrix Potter dom-maj 2016.

W niedzielny poranek wsiadamy do auta i kierujemy się w stronę Parku Narodowego Lake District.
Met Office pokazuje, że będzie tam 20 st.C. Trudno nam w to uwierzyć, ponieważ nasz samochodowy termometr pokazuje zaledwie 11 stopni, jest pochmurno.
Kiedy mijamy Góry Pennińskie pokazuje się słońce, a termometr wskazuje już 16 stopni. 


Nasz pierwszy cel tego dnia to dom Beatrix Potter, pisarki która stworzyła postać Królika Piotrusia. 
Znajduje się on po drugiej stronie jeziora Windermere, przez które musimy przepłynąć promem.


  Windermere to największe jezioro Anglii. Jest długie na 17 km, szerokie na 1,6 km i głębokie na 67 m.


Niestety drogi są bardzo wąskie i kręte, trzeba nieźle się nagimnastykować, żeby dwa auta jadące z przeciwnych stron zmieściły się na asfalcie. Nam kilka razy "udało" się wylądować na poboczu. Widzieliśmy natomiast takich, którzy zebrali w zderzaki rosnąca na poboczach roślinność.
Docieramy w końcu do naszego celu.


Parking jest darmowy, ale nie ma tu zbyt wielu miejsc. Chwilę musieliśmy poczekać, aż któż odjedzie.
Bilet rodzinny kosztuje 25 funtów i jest to moim zdaniem przystępna cena.
W kasie okazuje się, że wejście do samego domu pani Potter jest na konkretną godzinę i nam pozostało jeszcze około 50 min błąkania się po okolicy.
W związku z tym udajemy się na plac zabaw, gdzie spożywamy przywieziony przez nas obiad. 
Posileni, napojeni możemy udać się na zwiedzanie mini wioski. Kolory i zapachy przyprawiają o zawrót głowy.



Znajduje się tu kilka miejsc noclegowych, w każdym wisi tabliczka, że nie ma wolnych łóżek.


Docieramy w końcu do domu Beatrix Potter. Dom został wybudowany w XVII wieku. 


Beatrix Potter urodziła sie w Londynie w 1866. Interesowała sie botanika, prowadziła swoje własne obserwacje, które przedstawiła naukowcom z Royal Botanical Garden w Kew. Niestety ze względu na to, ze była kobietą środowisko naukowe ja odrzuciło.
Postać Piotrusia Królika stworzyła w 1893 roku. Po nieudanych próbach wydania powiastki przez wydawnictwo Warne&CO, zdecydowała się sama pokryć koszty druku. Wydala 250 egzemplarzy, które sprzedała znajomym i rodzinie. Wtedy odezwało się do niej wydawnictwo, które wcześniej odrzuciło jej projekt i opublikowało Królika Piotrusia  w 1902 roku. Książka okazała się bestsellerem. Powiastek  o psotnym króliczku powstało więcej, co dało pisarce niezależność finansową. W 1905 roku kupiła dom, do którego i my dotarliśmy. Beatrix Potter wykupiła okoliczne farmy. Nie chciała w ten sposób dopuscić do przebudowy terenu. Była właścicielką 1618 hektarów ziemi w Lake District. Pod koniec śmierci przekazała je National Trust. Beatrix Potter zmarła w 1943 roku, a jej prochy zostały rozsypane na wzgórzu znajdującym się za Hill Top.


Pan, który stoi oparty o ściankę na zdjęciu poniżej wpuszczał nas do środka. Pilnuje porządku, żeby za dużo osób nie znalazło się w tym samym czasie w pomieszczeniu. Dom nie jest wielkich rozmiarów.


Nasze dzieci dostały książeczki, aby podczas zwiedzania mogły porównywać ilustracje z rzeczywistością.
Okazuje się, że meble, a nawet talerze znajdujące się na wyposażeniu domu mają swoje odzwierciedlenie na stronach książek.




Czy to tu Beatrix Potter tworzyła swoje powiastki? Zapewne tak. Oprócz "Królika Piotrusia" opublikowała inne książki dla dzieci, np. "Beniamin Truś","Pan Jeremi rybak", czy "Pani Mrugalska"





Po wyjściu z domku udajemy się do sklepiku z pamiątkami, ale oprócz lodów nic nie kupujemy. 


Wsiadamy w samochód i kierujemy się w stronę Keswick. Pierwotnie myślałam, abyśmy zatrzymali się w uroczym Ambleside, decydujemy się jednak pojechać dalej.


Do Keswick docieramy przed 16 . Jest już dosyć późno, ale wolnych miejsc parkingowych brak.
Kierujemy swoje kroki na deptak, który przypomina nam nieco Krupówki. Brak tu jednak straganów ze wszystkim i niczym. Znajdziemy za to firmowe sklepy.


Wchodzimy do sklepu z cukierkami. Zwiedzamy go jak muzeum, nie mogąc się napatrzeć na ilość słodyczy w przeróżnej postaci. Decydujemy się na kilka małych paczuszek z cukierkami.





Szkoda, ze sklep z drewnianymi zabawkami, był zamknięty.




Trafiamy na sklepik Królika Piotrusia. Ten wydaje się być mniejszy, ale w swoim asortymencie posiada np. naparstki. Jednak nie decyduje się na zakup, 10 funtów zbyt dużo jak na 1 naparstek. Poczekam, aż wygram w totolotka, wtedy kupie sobie od razu cały zestaw, w skład którego wchodzą 4 sztuki.


Słonce zaczyna zachodzić za chmury i robi się coraz chłodniej, czas wracać zatem do auta i udać się powrotną podróż do domu.



Do domu wracamy inna droga niż przyjechaliśmy w Lake District. Musimy wspiąć się na  Hart Side, skąd rozpościera się piękny widoczek na szczyty w The Lakes. Niestety zaczyna się pojawiać powoli mgła i zasłania góry.



Wracamy do domu zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z wycieczki.

środa, 25 maja 2016

Aydon Castle-maj 2016.

W niedzielne popołudnie postanowiliśmy wybrać się do Aydon Castle. Budowle widzieliśmy z daleka podczas naszego pobytu w miasteczku rzymskim w Corbridge  .
Dojazd do zamku nie jest łatwy, co prawda prowadza do niego dwie drogi, ale obydwie sa raczej kiepskiej jakości i dosyć wąskie.


Aydon Castle jest pod opieka English Heritage Trust, czyli organizacji która ma pod swoja opieka ponad 400 historycznych, angielskich budowli. Pod jej skrzydłami znajduje się min. Stonehenge, Dover Castle, czy Mur Hadriana.


Zamek, do którego udaliśmy sie w niedzielne popołudnie w zasadzie jest dworem, wybudowanym w 1290 roku. Dziś pozostaje w ruinie, częściowo pokryty w nowym dachem.
Swoje kroki najpierw kierujemy do małego sklepiku, w którym kupujemy bilet rodzinny w cenie 12 funtów oraz książeczkę-przewodnik za 2.99 funta.


Przy wejściu na teren zamku nikt nie sprawdza biletów. Od razu naszła mnie myśl, czy w Polsce, każdy poszedłby najpierw kupić bilet, czy wszedłby bez biletu? Dodam tylko, ze pan, który sprzedaje bilety nie widzi ze swojego stanowiska pracy wejścia na teren obiektu.




Wchodzimy najpierw na niewielki dziedziniec, z którego możemy od razu wejść do kilku pomieszczeń. My wybieramy drzwi na lewo, które prowadza do części zwanej Solar block. Znajdowały się tu prywatne apartamenty lorda Roberta de Raymesa, pierwszego właściciela zamku.



Następnie udajemy się w kierunku sali, w której lord przyjmował gości.



 Przechodzimy przez kilka pomieszczeń, min. przez łaźnie, kuchnie, czy stajnie.
Niestety w niektórych z nich, fetor jest tak mocny, że uciekamy na dwór. 


Wchodzimy na mur, stad rozpościera się widok na plac zamkowy.



Obchodzimy jeszcze zamek od tylu. Okazuje się, że z drugiej strony jest przepaść, a w dole płynie rzeka Cor Burn.






Jeżeli mieszkasz w północnej Anglii i odwiedziłeś już wszystkie najciekawsze miejsca w regionie, to przyjedz do  Aydon Castle. Jeżeli jesteś tu tylko przejazdem, no cóż ja mogę napisać tylko o swoich odczuciach, a Ty zdecyduj sam.  Nie jest to miejsce, do którego chciałabym powrócić. Na mnie nie wywarło jakiegoś piorunującego wrażenia, nie poczułam drżenia serca. Zdecydowanie bardziej podobało mi się w Finchale Priory .

sobota, 21 maja 2016

Finchale Priory-maj 2016.

W zeszłą niedzielę, zaraz po obiedzie wsiedliśmy do naszego autka i udaliśmy się w kierunku Durham. Naszym celem tym razem nie było samo urocze miasto, ale znajdujący się około 5 mil za nim klasztor o nazwie Finchale. 
Klasztor to zbyt wiele powiedziane. Są to ruiny klasztoru.
O historii tego miejsca możecie poczytać TU .


Mieszkając w Anglii ponad 5 lat mam już swoje zdanie wyrobione na temat jej obywateli, rdzennych mieszkańców. Zachowam je jednak dla siebie. 
Jednej rzeczy nie można im zarzucić. Anglicy dbają o zabytki i stwarzają z nich miejsca do odpoczynku. Bynajmniej w miejscach, w których ja byłam, tak jest.


Spotkaliśmy tu rodziny, które piknikowały w środku ruin. Nikt nikogo nie przeganiał, pełen luz. Nikomu nie przeszkadzały dzieci bawiące się w chowanego, czy grające w piłkę. 







Spokojnie obeszliśmy obiekt i zajęło nam to około pół godziny. 


We wszystkich pomieszczeniach są tabliczki z napisami, co znajdowało się w danym miejscu. Wystarczy użyć wyobraźni i przenieść się w XIII wiek.






     Tuz za klasztorem znajduje się kemping. W takim miejscu rozbić obóz, to sama przyjemność.




Bardzo lubię odwiedzać takie obiekty w pogodne dni. Błękitne niebo, które możemy oglądać przez otwarte okna jest piękne ;).



Ruiny klasztoru znajdują się nad rzeka Wear, nad którą przyjemność mam mieszkać i ja :).


 Przechodzimy na drugi brzeg rzeki i podziwiamy klasztor z daleka.



Wejście na teren klasztoru jest bezpłatne, musimy jedynie opłacić parking w kwocie 3 funty za cały dzień. Znajduje się tu mały sklepik, w którym kupimy lody, bądź słodycze.