cfr

czwartek, 9 listopada 2017

Częstochowa-październik 2017

Przyznajcie się proszę w komentarzach, kto z was kiedykolwiek pomyślał o tym, aby odwiedzić Częstochowę. Nie, nie mam tu na myśli oddania czci Czarnej Madonnie, a raczej cel czysto podróżniczy. 
Czy w Częstochowie może być coś ciekawego oprócz Jasnej Góry?
Przez 35 lat mojego mieszkania w tym mieście sądziłam, że nie. Powiem więcej, pielgrzymkowy szczyt doprowadzał mnie do szału, bo miasto zatłoczone i zanieczyszczone. Kiedy o 5 rano słyszysz religijne pieści pod oknem, masz ochotę wyć. Kto tego nie doświadczył, ten nie zrozumie o czym napisałam. Dla mieszkańców miasta jest to bardzo trudny i stresujący czas. Zauważcie, że większość klasztorów, miejsc religijnego kultu usytuowana jest na uboczu. No tylko nie w Częstochowie. W mieście liczącym około 230 tysięcy mieszkańców, klasztor znajduje się w  samym jego centrum. 
To do niego zagląda każdy turysta, myśląc, że miasto nie ma nic więcej do zaoferowania. 
My parkujemy nasze auto przy ulicy Św. Barbary. Oprócz kościoła  pod wezwaniem św. Barabry i św. Andrzeja Apostoła , znajduje się tu targowisko z pamiątkami i dewocjonaljami.

niedziela, 5 listopada 2017

Wrocław-październik 2017

Po kilku latach nieobecności w Polsce, postanowiłam w końcu odwiedzić naszą ojczyznę. Doszłam do wniosku,że moje młodsze dzieci są już na tyle duże, że zapamiętają tą podróż. Oczywiście wypad do Polski potraktowałam turystycznie, a w rodzinne strony zawitaliśmy jedynie na pięć dni. To była moja pierwsza podróż z dziećmi bez męża i jestem z siebie bardzo dumna, bo nie zgubiliśmy się, wróciliśmy cali i zdrowi. Podczas naszych wyjazdów to mój mąż ogarnia sprawy orientacji w terenie. Mnie wydawało się zawsze, że nie będę sobie w stanie poradzić i najzwyczajniej w świecie zaginę w gąszczu nieznanych mi ulic. Okazało się jednak,że radziłam sobie bardzo dobrze i ani razu nie użyłam map, które wgrał mi do telefonu mój najstarszy syn.
19 paździenika wsiedlismy na pokład samolotu. Moje serce pracuje w takich momentach podwójnie i czasami czuję jakby chciało wyskoczyć. Latać nie znoszę nic, i nikt tego nie zmieni. 
Lot do Wrocławia był spokojny, pogoda również dopisywała aż do momentu lądowania. Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno dolecieliśmy do Polski, bo mgła , która nas przywitała na lotnisku, wskazywała, że chyba jednak zawróciliśmy do Anglii.

środa, 4 października 2017

Falkirk Wheel i The Kelpies-sierpień 2017

W drodze powrotnej z naszych szkockich wakacji, odwiedziliśmy trzy miejsca. Dziś pokażę Wam dwa, które są w pewien sposób ze sobą powiązane. 
Pierwsze z nich to Falkirk Wheel. Przypuszczam, że ta konstrukcja, którą za chwilkę zobaczycie gdzieś już mogła się Wam obić o oczy, albo w TV, albo w gazetach, lub w interecie.

środa, 27 września 2017

Edynburg-sierpień 2017

Edynburg-miasto, którego ciągle czuję niedosyt. To dziwne, bo od kilku lat mieszkam w małej wiosce i jest mi dobrze. Nie lubię miejskiego hałasu, ilości ludzi, samochodów. A za Edynburgiem tęsknię, tak jak za Lizboną . W tych dwóch miastach ten zgiełk mi nie przeszkadza. 
Edynburg jest stolicą Szkocji od 1437 roku. Jest siódmym pod względem wielkości miastem w Wielkiej Brytanii i drugim po Glasgow, w Szkocji.



niedziela, 10 września 2017

Z wizytą u Nessie-sierpień 2017.

Lubicie realizować swoje marzenia? Oczywiście, kto nie lubi :). To blog o podróżach, więc napiszę Wam, że kilka udało mi się ich spełnić mi.n. zobaczyłam Paryż nocą z wieży Eiffla, usiadłam na najdłuższej ławce- w Parcu Guella w Barcelonie, odwiedziłam Toskanię, a przede wszystkim zobaczyłam Lizbonę. Nie są to jakieś szalone marzenia i dla większosci ludzi nawet zarabiających przeciętne pieniądze, są do zrealizowania. Ja nie marzę o odległych krainach a nasze europejskie podwórko w zupełności mi wystarcza. 
Moje dzieci również mają podróżnicze marzenia. Jedne udaje nam się spełniać, inne muszą poczekać na ich dorosłość, kiedy sami będą je realizować. 
Jednym z marzeń całej czwórki było spotkanie legendarnego Nessie. Nie ukrywam, bo ja również czułam dziwne podniecenie, kiedy ustaliliśmy ostatecznie kierunek naszego urlopu. 

poniedziałek, 4 września 2017

Jedburgh-sierpień 2017

Urlop mieliśmy spędzić gdzie indziej, jednak kilka okoliczności złożyło się na to, że wylądowaliśmy w Szkocji. Oczywiście jeżeli chodzi o pogodę to mieliśmy mieszane uczucia, bo przecież w Szkocji zawsze pada 😉. Wprawdzie wybieraliśmy się tam trzeci raz i nigdy nie mieliśmy "szkockiej" pogody w Szkocji, to jednak, gdzieś tam w głowie świtało, że może w końcu niestety i nam się to przytrafi. Jedynym pocieszeniem był fakt, że miejsce z którego zrezygnowaliśmy na rzecz Szkocji, również do upalnych nie należy i tak czy siak kurtki przeciwdeszczowe musielibyśmy zabrać. 
Pozostał nam tylko wybór części kraju, którą chcielibyśmy odwiedzić. I tu pojawił się problem, ponieważ zdecydowanie ciągnie nas na północ Szkocji, jednak za dużo czasu stracilibyśmy na dojazd z naszego domu. Nasz urlop to zaledwie pięć dni i szkoda byłoby z tego spędzić 2 dni w podróży. Wybraliśmy zatem Tummel Bridge, wioskę w której znajdują się cztery domy i kemping, o którym napiszę w innym wpisie. 
Dziś zapraszam Was do małego miasteczka-Jedburgh położonego blisko granicy angielsko-szkockiej. To tutaj zatrzymaliśmy się w drodze na nasz kemping i spędziliśmy ciekawie ponad 2 godziny. 



niedziela, 30 lipca 2017

Derwent Water/Lake District-lipiec 2017

Plan mieliśmy ambitny, jednak jak to często w życiu bywa na chęciach się zakończyło.
Jeszcze w piątek wieczorem sprawdzałam prognozę pogody, która wyraźnie pokazywała, że w okolicach Keswick będzie słoneczko z chmurkami. 
W sobotni poranek obudziło nas wprawdzie słoneczko, ale kiedy wsiedliśmy do auta i przekroczyliśmy próg Gór Pennińskich, pogoda nie pozostawiała złudzeń. Upału dziś nie będzie.


poniedziałek, 10 lipca 2017

Wolds Way Lavender/ Yorkshire-lipiec 2017

Z czym Wam się kojarzy lawenda? Moje pierwsze skojarzenie z tą rośliną to babcina szafa, w której babcia trzymała małe zawiniątka z lawendą przeciwko molom. 
Dużo później zobaczyłam przepiękne pola lawendowe. Oczywiście nie w realnym świecie, a jedynie w jakiejś gazecie. 
Pobyt w Prowancji w okresie lipca jest moim podróżniczym marzeniem, może nie jednym z tych z pierwszej półki, ale z drugiej już napewno. Pewnie kiedyś uda mi się go zrealizować, może na emeryturze. 
Co zrobić jednak, kiedy chciałoby się zobaczyć już, teraz w tej chwili takie lawendowe pola?
Należy poszukać ich u siebie, w najbliższej okolicy. 
Tak też zrobiłam  i okazało się, że zaledwie 2 godzinki jazdy samochodem z naszego domu, znajdują się aż dwa gospodarstwa uprawiające lawendę.


czwartek, 29 czerwca 2017

Hartlepool & Crimdon Dene-czerwiec 2017

Od kilku dni pogoda nas nie rozpieszcza. Czyżby angielskie lato już się skończyło? Dwa tygodnie temu słońce grzało jak szalone a teraz z nieba leje się ciurkiem deszcz. Cóż zrobić, trzeba owinąć się kocem, wziąć kubek gorącej herbaty i powspominać te upalne, czerwcowe dni. 


poniedziałek, 29 maja 2017

Harrogate-maj 2017

 W ostatni weekend maja odwiedziliśmy miejsce, w którym kiedyś można było skosztować specjalnej wody dla zdrowotności. Szczawnica Zdrój, Krynica a może Polanica Zdrój? Nie moi drodzy, Anglia też ma swoje uzdrowiska. 
Do Harrogate mamy ponad godzinkę jazdy samochodem z naszego domu.
Miasteczko odkryliśmy tydzień temu wracając z Knaresborough .
Wujek google pomógł nam odnaleźć kilka informacji na jego temat. 


niedziela, 21 maja 2017

Knaresborough-maj 2017

Gdybym miała zmieniać miejsce zamieszkania na inną angielską miejscowość, która nie jest położona nad morzem (ci którzy mnie czytają dłużej wiedzą, że moim marzeniem jest domek z widokiem na morze) to na dzień dzisiejszy było by to Knaresborough. 
Spędziliśmy w nim ostatnią sobotę i muszę Wam napisać, że miasteczko mnie po prostu zachwyciło. 
Położone jest w hrabstwie  North Yorkshire, około 1,5 godziny jazdy samochodem od naszego domu. My wybraliśmy parking położony na obrzeżach miasta, ale do samego centrum nie było daleko. Knaresborough to małe miasteczko. Wszędzie można dotrzeć piechotą bez większyego problemu.


sobota, 13 maja 2017

Rhuddlan Castle-kwiecień 2017

Dziś będzie już ostatni wpis na temat naszej kwetniowej, walijskiej przygody. W dzień naszego pożegnania z tym uroczym krajem, udaliśmy się na krótki spacerek po Rhuddlan Castle. 


niedziela, 7 maja 2017

Llandudno-kwiecień 2017

Czwarty dzień naszej walijskiej przygody spędziliśmy w Llandudno. Nie spodziewałam się, że tu w Wielkiej Brytanii są miejsca tak bardzo przypominające nasze polskie, nadmorskie kurorty. W północnej Anglii, gdzie mieszkam nie spotkałam jeszcze aż tak bardzo przesyconego komercją miejsca. No może Blackpool nieco trąci taką tandetą, ale w Llandudno chyba to widac jeszcze bardziej. Nie, żeby mi to aż tak bardzo przeszkadzało, bo miałam chociaż okazję poczuć się jak nad Bałtykiem. 


wtorek, 2 maja 2017

Portmeirion i zamek w Caernarfon-kwiecień 2017

Trzeciego dnia naszej walijskiej przygody wybraliśmy się do Portmeirion. Jest to prywatna wioska, zaprojektowana przez Sir Clougha Williamsa-Ellisa, któremu znudził się ponury walijski krajobraz i postanowił mu nadać nieco koloru. Zafascynowany śródziemnomorskim klimatem wybudował sobie wioskę w stylu włoskim.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Wyspy: Anglesey, Holy Island i South Stack-kwiecień 2017

Drugiego dnia naszej walijskiej przygody wstajemy już po 7. Nie dlatego, że musimy, ale sen pomimo zmęczenia nas nie rozpieszcza. W zasadzie każdego dnia budzimy się już po 6. 
Z kempingu wyjeżdżamy około 9 i kierujemy się w stronę wyspy Anglesey. 
Mamy tam do odwiedzenia kilka miejsc. Nie będą to tym razem zamki.
Jedziemy wzdłóż wybrzeża. Czuję się jak na lazurowym wybrzeżu, na którym oczywiście nigdy nie byłam. Pamiętam je jedynie z filmów z Louisem Define w roli głównej i postanowiłam, że kiedyś tam dotrę. Chwilowo przesuwam plany, chociaż w zeszłym roku niemalże o nie się otarłam w drodze do Toskanii.


niedziela, 23 kwietnia 2017

Conwy/Walia-kwiecień 2017

 Jak się nie ma co się lubi, to się lubi , co się ma. Tak mawiała moja mama. Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że miała rację. Oczywiście, jak to ja...chciałabym do Porto, albo do Sewilli. Na całe szczęście w obecnej chwili mnie na takie wyjazdy nie stać, dlatego swoją szansę dostała położona zaledwie 4 godziny jazdy od naszego domu, północna Walia.
Ten niewielki kraj będący częścią Wielkiej Brytanii fascynował mnie już od pewnego czasu. Oczywiście moje zainteresowanie zawdzięcza internetowi, w którym zdjęć z tego zakątka świata jest pełno. No cóż skoro nie mogę polecieć do Porto, to pojadę do Walii i okazało się, że to był bardzo dobry wybór. 


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Amble

 Wczoraj wybraliśmy się nad nasze morze. Nasze morze, tzn. Północne. Tym razem odwiedziliśmy małą rybacką wioskę, w której jeszcze nie byliśmy. Amble położona jest w hrabstwie Northumberland, nad rzeką Coquet. Wioskę zamieszkuje zaledwie około 6 tysięcy mieszkańców. 

wtorek, 28 marca 2017

Hardwick Park

Wiosna dotarła w końcu do Anglii. Wydaje mi się jednak, że była tylko przejazdem. Ostatnie trzy dni były naprawdę ciepłe i słoneczne. Dziś jednak nastała szarość i 5 stopni Celsjusza brrryyy. Moje oczy jeżeli tylko zobaczą promienie słoneczne wysyłają sygnał do mózgu, który włącza opcję "noszenia", czyli mówiąc prostym językiem, trzeba gdzieś pojechać. Niestety dłuższe wyjazdy w tym momencie nie wchodzą w grę, ponieważ w kwietniu czeka na nas już wyjazd do Walii. Dlatego najzwyczajniej w świecie oszczędzamy kasę na zbliżający się urlop. Jeżeli nie możemy pozwolić sobie na dalszy wyjazd to trzeba się cieszyć z tego , co jest tuż obok. 
Zazwyczaj w takich sytuacjach pomaga mi Facebook i grupa do, której się już dawno temu zapisałam. Grupa o nazwie I love Durham , na której znajduję mnóstwo inspiracji do odwiedzenia ciekawych miejsc w hrabstwie, w którym mieszkamy.
W niedzielę padło na Hardwick Park, w którym była już Młodsza Podróżniczka na szkolnej wycieczce.


piątek, 24 marca 2017

Tynemouth Market

Jesteście podróżnikami, którzy lubią dobre jedzenie? Ten wpis będzie dla Was. 
My wprawdzie nie jesteśmy tego typu ludźmi, którzy muszą wszystko, wszędzie spróbować. Dla przykładu, typowe angielskie śniadanie miałam okazję spróbować dopiero w zeszłym roku, chociaż mieszkam już tu kilka lat. 
Anię poznałam ponad rok temu, dzięki internetowi. Dosyć długo korespondowałysmy ze sobą na Facebooku, aż w końcu doszło do spotkania w świecie realnym. Okazło się, że mieszkamy w miarę blisko siebie. 
Ania wraz ze swoim Piotrem prowadzą street bar z ormiańskim jedzeniem. 
Swój lokal mają usytuowany w świetnym miejscu. 
Nigdy wcześniej tu nie trafiliśmy, chociaż w Tynemouth bywaliśmy wielokrotnie.
Weekendowy market odbywa się na stacji metra. Jeżeli macie ochotę odwiedzić stronę rynku zapraszam TU . My akurat trafiliśmy w niedzielę, kiedy miał miejsce remont torów, więc pociągi akurat tędy nie przejeżdżały  


niedziela, 19 marca 2017

Norcenni Girasole Club-Włochy

Dziś chciałabym na chwilkę powrócić do poprzednich wakacji i naszego pobytu na kempingu Norcenni Girasole Club w Toskanii. Jesteśmy na etapie planowania tegorocznego urlopu i wyboru miejsca naszego pobytu. Jak zwykle w naszym przypadku będzie to kemping, tym razem jednak zdecydujemy się na wyjazd z inną firmą i zarezerwujemy raczej namiot, nie mobile home. Inna również będzie destynacja. 


niedziela, 12 marca 2017

Fire&Ice in Durham

Lubicie zimę? Ja nie znoszę, nie znoszę angielskiej zimy za jej... "jesienność". Czuję, że popadam w podróżniczą depresję, z której budzę się dopiero koło marca. Jest szaro, mgliście, nie mam siły wstać rano z łózka i gdyby nie obowiązki, to pewnie bym nie wstawała. Przychodzą weekendy, podczas których również średnio chce nam się z domu wychodzić, bo zimno, bo deszcz. Jeszcze, gdyby spadł śnieg to chociaż byłoby widniej i można by pójść na sanki. 
Podczas jednego z takich weekendów, z którym nie wiadomo co zrobić, wybralismy się do Durham. Facebook powiedział mi, że w dniach 24 i 24 lutego odbywać się będzie wystawa :" Ogień i lód". Facebook był tak miły, że udostępnił mapkę, w których miejscach będziemy mogli odnaleźć lodowe figury.



czwartek, 2 marca 2017

Seaham-grudzień 2016

Ostatnio męczyłam Was dosyć długimi, jak na mnie wpisami oraz szarymi, ponurymi zdjęciami z Newcastle upon Tyne. Dziś powspominam troszkę mój przedostatni pobyt nad morzem. Pod koniec 2016 roku odwiedziliśmy Seaham i to  już po raz trzeci odkąd mieszkamy w Anglii. Skłoniło nas do tego to, że podczas Świąt tradycyjnie już był u nas  mój tato i chcieliśmy po prostu wyjść z domu i ruszyć przed siebie. Pierwszy raz bylismy tu w 2011 roku, drugi w 2015 .
Wykorzystaliśmy w miarę sprzyjającą pogodę i pojechaliśmy "łapać" słońce w jeden z grudniowych dni.



sobota, 25 lutego 2017

Newcastle upon Tyne, część 2.

Zapraszam Was na dalszy ciąg mojej relacji ze stolicy północno-wschodniej Anglii-Newcastle upon Tyne. Z mostu High Bridge Level udajemy się do sąsiadującego z nim zamku.
To własnie od niego pochodzi nazwa miejscowości. Około 120 roku naszej ery tereny te opanowane były przez Rzymian. Znajdował się tutaj rzymski fort, po którym nie ma już żadnych sladów. Wiadomo natomiast, że to właśnie na jego ruinach Robert II Krótkoudy, nieślubny syn króla Normandów, Williama I Zdobywcy, w 1080 roku wybudował New Castle. Oczywiście w tamtych czasach była to jedynie drewniana konstrukacja, dopiero za panowana Henryka II została zastąpiona kamienną budowlą. W późniejszych latach zamek został częściowo odbudowny i służył jako więzienie. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Newcastle upon Tyne.

Dziś zabiorę Was do wielkiego miasta. Od kilku lat mieszkam w małej, angielskiej wsi, dlatego Newcastle upon Tyne jest dla mnie wyznacznikiem bardzo dużej miejscowości. Poza tym nosi status  city a nie town , więc ktoś już przede mną stwierdził, że jest to miejsce o dużej powierzchni, z dużą gęstością zaludnienia. W Londynie jeszcze nie byłam, więc chyba mój organizm przeżyłby tam szok, a być może nie wyszedłby żywy. Ilośc spalin i tłok uliczny, spowodowałby, że moje serce przyzwyczajone do sielskiego, wiejskiego życia, byłoby wystawione na poważną próbę. Ale koniec marudzenia. Na początek proszę drogi czytelniku zapoznaj się z Wkikipedią, cóż ona nam mówi o mieście, które w styczniu odwiedziłam: 

Newcastle upon Tyne, City of Newcastle upon Tyne (łac. Novum Castellum super Tinam) – miasto i dystrykt metropolitalny w Wielkiej Brytanii (w Anglii) nad rzeką Tyne, nieopodal jej ujścia do Morza Północnego, w hrabstwie ceremonialnym Tyne and Wear. Według spisu powszechnego z roku 2011 roku miasto liczyło 280 177 mieszkańców.
Jest ośrodkiem przemysłu stoczniowego, maszynowego, elektrotechnicznego, chemicznego oraz wydobycia węgla kamiennego. Stanowi siedzibę klubu piłkarskiego Newcastle United.


niedziela, 29 stycznia 2017

Wspomnienia.

Mówią, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Zgadzam się z tym w zupełności. "Ciągali" po Polsce od małego, to co się dziwić, że teraz i ja swoje dzieci ciągnę, jak tylko nadarzy się okazja.
Dziś są moje kolejne urodziny zatem pozowolę sobie na odrobinę prywaty i zaproszę Was do mojego rodzinnego albumu ze zdjęciami.
Będą to oczywiście podróżnicze wspomnienia.
Mój pierwszy wyjazd razem z babcią i dziadkiem oraz rodzicami nad jezioro Wigry na Suwalszczyźnie jest uwieczniony tylko na slajdach, które leżą u taty zakurzone na strychu. Szkoda,że nie mam ich w postaci zdjęć. Miałam wtedy może 2 lata? Niestety nic z tamtego okresu nie pamietam.
Kolejny wyjazd również z dziadkami już zapamietałam. Miałam wtedy 5 lat i byłam w Krzeczowie nad rzeką Wartą. Z resztą do Krzeczowa jeździliśmy częściej, ponieważ dziadek był zagorzałym wędkarzem a tam ryby "brały" 😀. 
Z rodzicami natomiast jeździłam na wczasy z ich zakładów pracy. W taki sposób odwiedziłam Łebę:

Ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym.

środa, 18 stycznia 2017

Whitburn Coastal Park i Sunderland International Airshow -lipiec 2016.

 Ostatnio zabrałam Was do Souter Lighthouse i obiecałam ,że w następnym wpisie odbędziemy spacer wybrzeżem Morza Północnego.
Pretekst do wyjazdu akurat w to miejsce był dosyć banalny. Nasze młodsze dzieci ciężko trenowały naukę jazdy na rowerze na dwóch kółkach. W naszej miejscowości ścieżek rowerowych brak, a nauka w takich okolicznościach przyrody ( czytaj-uwielbiam morze) bardzo przypadła mi do gustu. Tutaj można szaleć na rowerach do woli. Anglicy lubią dzieci, więc im nie przeszkadza,że muszą nagle uciekac ze ściezki, bo taki jeden z drugim pięciolatek akurat uczy się  utrzymać równowagę na dwóch kółkach.


środa, 11 stycznia 2017

Souter Lighthouse-maj 2014

Za oknem ciągle pada i wieje, na dodatek MetOffice zapowiada burzę śnieżną, która ma uderzyc już dziś wieczorem. W najbliższym czasie nici z jakichkolwiek wyjazdów. Weszłam zatem w posty o statusie Wersje robocze i odnalazłam zakurzone już zdjęcia z 2014 roku. Jakoś tak się składało, że nie miałam serca dla tej latarni, bo brakiem czasu się zasłonić nie mogę. W końcu przez ten czas ukazało się tutaj sporo wpisów.
Dlaczego zatem nie miałam ochoty pisać o tej latarni, skoro latarnie lubię odwiedzać?
Otóż dlatego, że nie cierpię pisać o rzeczach, które nie są moim zdaniem bardzo ciekawe. Ale, że dla mnie nie są interesujące, to nie znaczy, że dla innych również. Dlatego w końcu  coś wypadałoby o tym miejscu napisać. Prawda jest taka, że jak już zdecydowaliśmy ją odwiedzić, to byłam bardzo napalona i nie mogłam się doczekać. Natomiast latarnia z której nie mogę dobrze zobaczyć morza to dla mnie nie latarnia 😁 . I tu właśnie spotkał mnie zawód. Na samej górze znajduje się tylko małe okienko przez które niewiele widać 😔.


czwartek, 5 stycznia 2017

Barnard Castle- grudzień 2016

 Dziś chciałabym Was zabrać na wycieczkę, którą odbyliśmy ostatniego dnia 2016 roku.
W planach mieliśmy dłuższy spacer, ale szalejący, zimny wiatr pokrzyżował nasze plany.
Ponieważ nie szykowaliśmy się na imprezę sylwestrową, mieliśmy sporo czasu i bez pośpiechu mogliśmy spędzić ten dzień w terenie. Niestety angielska pogoda po raz koleny udowodniła nam, że to ona rządzi, a nie my naszym czasem 😉 .
Celem naszej wycieczki były ruiny zamku w miejscowści Barnard Castle. 
Najpierw jednak przechodzimy koło kościoła Metodystów, przed którym postawiona jest szopka.