cfr

niedziela, 5 listopada 2017

Wrocław-październik 2017

Po kilku latach nieobecności w Polsce, postanowiłam w końcu odwiedzić naszą ojczyznę. Doszłam do wniosku,że moje młodsze dzieci są już na tyle duże, że zapamiętają tą podróż. Oczywiście wypad do Polski potraktowałam turystycznie, a w rodzinne strony zawitaliśmy jedynie na pięć dni. To była moja pierwsza podróż z dziećmi bez męża i jestem z siebie bardzo dumna, bo nie zgubiliśmy się, wróciliśmy cali i zdrowi. Podczas naszych wyjazdów to mój mąż ogarnia sprawy orientacji w terenie. Mnie wydawało się zawsze, że nie będę sobie w stanie poradzić i najzwyczajniej w świecie zaginę w gąszczu nieznanych mi ulic. Okazało się jednak,że radziłam sobie bardzo dobrze i ani razu nie użyłam map, które wgrał mi do telefonu mój najstarszy syn.
19 paździenika wsiedlismy na pokład samolotu. Moje serce pracuje w takich momentach podwójnie i czasami czuję jakby chciało wyskoczyć. Latać nie znoszę nic, i nikt tego nie zmieni. 
Lot do Wrocławia był spokojny, pogoda również dopisywała aż do momentu lądowania. Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno dolecieliśmy do Polski, bo mgła , która nas przywitała na lotnisku, wskazywała, że chyba jednak zawróciliśmy do Anglii.



Pracownicy lotniska nie pozostawili złudzeń-jesteśmy w Polsce. Miałam cichą nadzieję, że coś się zmieniło przez tyle lat mojej nieobecności w kraju. Niestety grobowe miny i brak uśmiechu świadczyły, że niestety w tej materii nic się moi rodacy nie zmienili. Możecie mnie zganić teraz, ale wolę już tą angielską hipokryzję niż ogólny brak zainteresowania drugą osobą. Niestety tu nawet ludzie nie odwzajemniają uśmiechów. A może ja miałam pecha i napotkałam takie osoby. Powiem wam jednak,że to nie tylko moje spostrzeżenie, bo moje dzieci również zauwazyły,że wszyscy są " rude" .
Większość z Was zapewne wie, że kolekcjonuję naparstki. Przywożę je ze swoich podróży, ale również wymieniam się z innymi kolekcjonerami, bądź kupuję na internetowych aukcjach.
Pierwszego dnia, podczas mojego pobytu we Wrocławiu spotkałam się z dwoma kolekcjonerkami z Dolnego Śląska. 
To było bardzo udane popołudnie i mam nadzieję,że jeszcze kiedyś się spotkamy.


Drugiego dnia naszej wrocławskiej przygody udaliśmy się do ZOO. Obudziliśmy się wprawdzie znowu skąpani we mgle, ale na całe szczęście koło południa szarość ustąpiła i do końca dnia słoneczko ogrzewało nasze ciała.


Nie udało nam się obejść całego obiektu, bo najzwyczjaniej w świecie zaczęły boleć nas nogi i resztę zaierzaków odpuściliśmy. 
Zwiedziliśmy wydaje mi sie najważniejsze miejsca w ZOO i w sumie wróciliśmy usatysfakcjonowani z tego wyjazdu.


Wrocławskie ZOO odwiedziłam po raz pierwszy w życiu, ale czuję do niego sentyment. Jakieś 30 lat temu byłam zafascynowana programem " Z kamerą wśród zwierząt" i moim marzeniem była praca ze zwierzętami. Napisałam nawet list do państwa Gucwińskich i wiecie, że dostałam odpwiedź?! Później, kiedy nastąpiła nagonka na nich, że zwierzęta sa przetrzymywane w złych warunkach, nie mogłam w to uwierzyć. Byli moimi idolami z dzieciństwa i trudno było mi się pogodzic z myślą, że to co widziałam w dzieciństwie w TV było nieprawdą i że zwierzęta tam żyjące nie sa tak szczęśliwe, jak w ekranie telewizora. Pewnie pomyślicie teraz, że zwierzęta w ZOO wogóle nie są szczęśliwe. Ja mam na ten temat odmienne zdanie. Przecież one urodziły się już w niewoli i nie znają takiego życia, jakie prowadzili ich przodkowie. Warunki w jakich żyją teraz uważam ,że są dobre a dzięki takim obiektom, my możemy pokazać naszym dzieciom na żywo zwierzęta, których pewnie nigdy nie zobaczylibyśmy w ich naturalnym środowisku.


Zajrzeliśmy oczywiście do Afrykarium, które okazało się być bardzo sympatycznym miejscem i gdyby nie wycieczka szkolna, którą pani przewodnik poganiała, to spędzilibyśmy tu więcej czasu. 
I tu taka moja mała dygresja, po co są organizowane takie wycieczki dla dzieciaków, skoro nie mogą one postać i podziwiać wodnego świata? Myślę, że niewiele wyniosą z takiego wyjazdu, bo przemieszczanie się w zawrotnym tempie z jednego okna akwarium do drugiego nie przynosi żadnej korzyści. Nie wiem nawet, czy zdążyli zobaczyć rekina. Mnie bardzo przeszkadzał i wręcz irytował głos przewodniczki.


Kolejny dzień i tak na prawdę ostatni we Wrocławiu spędziliśmy równie ciekawie, o ile nie jeszcze fajniej niż w ZOO. 
Najpierw udaliśmy się na Dworzec Świebodzki do " Kolejkowa". 
Informację o nim znalazłam na którymś z podróżniczych blogów i miejsce to stało się moim celem.
Za 19 zł, które musi zapłacić tu dorosła osoba, wchodzimy w minaiturowy świat Dolnego Śląska. Muszę Wam powiedzieć,że ja nigdy w tym rejonie Polski nie byłam. Nie znałam ani Wrocławia, ani Karpacza i innych miejsc, które zobaczyłam w Kolejkowie.


Kiedy byłam małą dziewczynką kolekcjonowałam razem z tatą minaturowe kolejki. Tata robił mi stacje kolejowe, kupował nowe tory i rozjazdy. Mam nadzieję, że sam kiedyś wybierze się w to miejsce i przypomni sobie, jak ponad 30 lat bawił się ze swoją starszą córką :). 
Nie wspomnę już tu o moim mężu, którego miałabym problem wyciagnąc z tego miejsca. Obiekt nie jest duży a my spędzilismy w nim około dwóch godzin, stojąc i brzydko mówiąc"gapiąc się" na przejeżdżające obok nas ciuchcie.


Prosto z "Kolejkowa" udaliśmy się na rynek, aby w końcu poszukać krasnali. W informacji turystycznej zakupiliśmy mapkę z nadzieją odnalezienia kilku małych gnomów. 

Nie mogło być inaczej-ja i Krasal Turysta :) 
Oczywiście krasnali tu pod dostatkiem i za kazdym rogiem czaił się nowy psotnik. Ile ich znaleźliśmy, tego Wam nie napiszę, bo po 30 straciliśmy rachubę a mapa została schowana do kieszeni-była bowiem nieaktualna. Krasnali przybywa w zawrotnym tempie i chyba nikt nie jest już w stanie policzyć ile ich tak na prawdę jest.


Krasnale uratowały nam zwiedzanie Wrocławia, bo wiadomo jak nudne jest dla dzieci chodzenie po mieście. My chodziliśmy w poszukiwaniu gnomków i dzięki temu udało nam się zobaczyć i "Jasia i Małgosię":


i pospcerowaliśmy po pięknym rynku:


Dzieciaki zaświeciły w Katedrze świeczkę dla babci:


Pobawiliśmy się w łapanie baniek mydlanych:


Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w stronę naszego mieszkanka, które następnego dnia rano opuszczaliśmy, aby udać się w podróż do naszej rodzinnej Częstochowy.


Do Wrocławia wrócimy napewno, bo zobaczyliśmy niewielką jegoczęść i nabraliśmy ochoty, aby zobaczyć więcej krasnoludków.

17 komentarzy:

  1. No widzisz moja droga. Jak się okazuje "chcieć to móc":)
    Dałaś radę, bo w końcu miałaś nie lada motywację.
    Odwiedziny w ojczystym kraju dodawały Ci skrzydeł:)
    A jakie wrażenia mają dzieciaczki po wizycie w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrażenia mieszane. Podobają im się miejsca, nie podoba im się sposób bycia ludzi. We Wrocławiu czekaliśmy na tramwaj i stała z nami szkolna wycieczka. Moja 7letnia córka aż otworzyła oczy i pyta się mnie, dlaczego te panie nauczycielki są takie "rude" dla dzieci.

      Usuń
  2. Co do rozdawania uśmiechów przez naszych rodaków, to na pewno nie są one na zawołanie:)
    Czasem odnoszę wrażenie, że kiedy mimo chodem uśmiecham się do kogoś na ulicy - ten ktoś odbiera mnie jako potencjalnego wariata:)
    Oczywiście spotykam też ludzi pogodnych i pozytywnych, ale niestety dużo nam jeszcze brakuje do południowej spontaniczności i chęci niesienia bezinteresownej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario mnie zajęło kilka lat, zeby chodzić z usmiechem przyklejonym do "gęby" jak robią to na codzień Anglicy. Wolę jednak tą ich dwulicowość niż naszą, polską ponurość. Oczywiście i ja spotkałam kilka pozytywnych osób, które pomogły mi odnaleźć się w obcych miastach. Jednak dzieciom w pamięci utkwiły bardziej te nieprzyjemne sytuacje :( .

      Usuń
  3. Wrocław w Twojej relacji prezentuje się fantastycznie! Aż wstyd pomyśleć, że moje dzieci wogole tego miasta nie znają. A mamy tam nawet dalszą rodzinę, więc chyba pora pomyśleć o jakiejś wycieczce w tamte strony ;) Krasnale i 'Kolejkowo' wyglądają super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana...ja do października tego roku, nie znałam tego miasta. Ale jest cudonie i z całą pewnością kiedys wrócimy :) .

      Usuń
  4. Wrocław jest bardzo ładny :) fajnie, że wpadliście na chwilę do Polski :) może kiedyś zaczniemy więcej się uśmiechać :D pozdrówki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Wrocław jest piękny :). Obiecałam sobie,że będę pokazywać dzieciom im ojczyznę :) w miarę możliwości.


      Usuń
  5. Bonita entrada con tus hijos que por lo que se ve lo pasaron muy bien con todo lo que veian.
    Me alegro que todo saliera bien.
    Besos

    OdpowiedzUsuń
  6. Wrocław jest pięknym miastem i cieszę się,że zdecydowaliście do niego zawitać!!Spotkanie było super!!Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, że ja jeszcze nigdy nie byłam we Wrocławiu? tzn. przejazdem owszem ale tak by pochodzić, pozwiedzać to nigdy! Chyba muszę uzupełnić braki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super wycieczka :) O Kolejkowie było u nas na blogu - może to właśnie u nas o tym czytałaś? :)
    Wrocławskie zoo jest ogromne, wycieczka na calutki dzień. Ja się cieszę, że są takie miejsca - zgadzam sie z Twoja opinia,ze zwierzaki przebywajace tam nie znaja innego zycia, a dla dzieci to jedyna okazja na zobaczenie wielu gatunków :)
    Krasnale sa wszedzie - na lotnisku tez :) obok Ikei, sklepow, banków, hoteli - to urok tego miasta :)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój Wrocław <3 Też boję się latać samolotem ;) Udało Wam się zwiedzić naprawdę sporo, ale na kolejne odwiedziny polecam Ostrów Tumski (moje ulubione miejsce), Pergolę oraz Ogród Japoński i Botaniczny ;) ZOO po prostu uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. ZOO wrocłąwskie piękne, ale tam to trzeba faktycznie na spokojnie, nawet caly dzień poświęcić. Nie dziwi mnie Twoje oburzenie na szkolną wycieczkę. Co wyniosa z tego dzieci??? Ech... Można by się rozgadac, ale chyba nie ma sensu..:(
    Szkoda, że u nas w PL tak jest, ze ludzie się nie uśmiechają. Zawsze powtarzam, że powinnam urodzić sie na poludniu Europy, gdzie zawsze swieci slonce, ludzie są serdeczni, uśmiechnięci... Poza tym zmarzlak jestem, wiec dla mnie to idealny klimat ;)
    Piękne masz dzieciaczki :))))
    Buziaki Martusia, pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Marto, ja uwielbiam Wrocław. I tęsknię już za nim.
    Póki co, nie możemy podróżować( mąż jest po poważnym wypadku).
    Ja chyba jestem nietypowa nauczycielką, bo uśmiecham się baaardzo często do moich uczniów ( mimo mojego bólu w sercu).
    Zgadzam się z Agnieszką - cudne pociechy!
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  12. We Wrocławiu nie byłem muszę się tam wybrać. Narobiłaś mi chęci.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).